Muzeum Historii Naturalnej - recenzja największego modulara

25 stycznia 2025 | Autor: Ignacy | Recenzje | LEGO Icons, LEGO Icons: Budynki modułowe, LEGO 18+, Grudzień 2023, Recenzje specjalne

Też nie wiem, jak to się stało, ale jakoś na recenzję wylądował u mnie największy budynek modułowy w historii – Muzeum Historii Naturalnej. I cóż, trudno nie powiedzieć, że to fantastyczny zestaw, ale to chyba możemy założyć od razu kiedy mamy do czynienia z tą kolekcją. Czy jednak modulara tego wyróżnia coś więcej niż jego rekordowe cztery tysiące elementów?

Muzeum Historii Naturalnej

Numer katalogowy: 10326

Cena katalogowa: 1299,99 złotych

Tematyka: Icons

Data premiery: Grudzień 2023

Liczba elementów: 4014

Grupa wiekowa: 18+

Podseria: Budynki modułowe

To jest zestaw duży. Naprawdę. I podczas otwierania jest trochę jak matrioszka – w eleganckim, czarnym kartonie znalazła się część plastikowych woreczków oraz drugie, mniejsze, białe pudło, do którego upchano resztę zawartości Muzeum – zakładam, że po prostu dodaje to sztywności opakowaniu.

Łącznie w środku znalazły się aż trzydzieści trzy woreczki na klocki – każdy numer został jednak przyznany tylko jednemu workowi, w przeciwieństwie do wielu innych sporych zestawów. Poza tym w pudle znalazły się dwa baseplaty luzem, dodatkowy woreczek na parę większych klocków oraz kartonowa koperta z plastikowymi bilbordami (spokojnie, wrócę do nich) i instrukcją.

Jest ona naprawdę gruba, a na jej początku znalazły się dwie strony poświęcone konstrukcji – w sumie są one zbędne, ale to fajny detal. A, i nie ma tu także naklejek. Za to ogromny plus.

Chyba trzeba zacząć od najważniejszego faktu – Muzeum Historii Naturalnej nie jest technicznym arcydziełem, jak to często w modularach się zdarza. Choć ta kolekcja jest w pewnym sensie flagową linią LEGO, to Muzeum, poza paroma wyjątkami, jest zbudowane w większości naprawdę klasycznie, klocek na klocku. Jeśli więc szukacie jakiegoś wymagającego majstersztyku, który będzie dużym wyzwaniem, to powiem to od razu – Muzeum nie jest dla was, bo to także, jak już wspominałem, bardzo duży model, który buduje się naprawdę długo.

Czy to jednak oznacza, że proces budowy jest nieprzyjemny? Co to to nie, to przyjemna rozrywka, dodatkowo bardzo często przewijana komentarzami w instrukcji mówiącymi o pochodzeniu różnych eksponatów muzealnych.

No i widać też, że ten zestaw był traktowany z sercem, jest tutaj mnóstwo smaczków, także takich niedostępnych po zbudowaniu, jak kość pod podłogą czy ser w mysiej norce.

Przechodząc już do samej konstrukcji – Muzeum jest naprawdę masywne. Zajmuje całą szerokość i większość głębokości szerokiej na półtora baseplate’a bazy – te dziwne wymiary mogą sprawić problemy przy ustawianiu tego budynku na modułowej ulicy, ale zawsze da się go wyrównać Placem Zgromadzeń czy, w moim przypadku, płytą drogową.

Pamiętam też, że przez jakiś czas kontrowersyjne były kolory Muzeum – oliwkowy był dosyć nietypowym wyborem, bardziej oczywisty byłby beżowy, ale ostatecznie nie tylko wyróżnia to tego modulara, ale także dodaje mu charakteru, i ostatecznie działa świetnie z przełamującymi go brązami, szarością i bielą – przede wszystkim bielą, jest ona tu wykorzystana świetnie.

A więc pora na standardowe oględziny każdego kącika konstrukcji, zaczynając od parteru, z lewej strony. Pierwsza rzecz, którą można tu zauważyć, to przede wszystkim ławka i skrzynka pocztowa, niby zbędne, ale dobrze działające dodatki, urozmaicające raczej standardowy chodnik. Znalazły się tu też dwa ptaki konsumujące ciastko, co też jest fajnym detalem.

Ciekawe w Muzeum jest to, że jest trochę płytsze, niż się wydaje. Kawałek przestrzeni z przodu zajmuje odgrodzona płotkiem przestrzeń na zieleń, z krzewami, kwiatami, a także pomnikami po obu stronach, dodającymi temu miejscu prestiżu.

W ogóle na parterze elewacja ma trzy poziomy – beżowy, z dodatkowymi, wystającymi zdobieniami, brązowy, będący w sumie tylko linią, i na końcu zieleń, zaczynającą się w połowie piętra. Widać to przede wszystkim przy dużych, naprawdę ciekawie wykonanych oknach – uwielbiam te ich wielkie ramy, zdecydowanie sprawiają, że nie wygląda to nudno.

W samym centrum kamienicy znalazło się oczywiście wejście do budynku. Otaczają je dwie białe kolumny – naprawdę wyróżniają się na tle zieleni i bardzo urozmaicają fasadę, zbudowano je też naprawdę ciekawie.

Nad dwuskrzydłowymi drzwiami wejściowymi zawieszono też tabliczkę, informującą, że to… muzeum. Po prostu. Jakie dokładnie, tego się stąd nie dowiemy, gdy minifigurka wchodzi do środka oczekując historii dwudziestego wieku, jest już za późno.

Po drugiej stronie wszystko wygląda tak samo – posąg jest może trochę inny, na chodniku nie ma ławki, ale poza tym to lustrzane odbicie. No, pomijając drzewo.

No bo tak, to jeden z jedynych modularów z własnym drzewkiem – i absolutnie je tu uwielbiam. Nie jest ono zbudowane wyjątkowo ambitnie, ale jego róż fantastycznie przełamuje poważną kolorystykę kamienicy, i, ogólnie, bez tego Muzeum wyglądałoby nudniej i puściej.

No bo tak, to jeden z jedynych modularów z własnym drzewkiem – i absolutnie je tu uwielbiam. Nie jest ono zbudowane wyjątkowo ambitnie, ale jego róż fantastycznie przełamuje poważną kolorystykę kamienicy, i, ogólnie, bez tego Muzeum wyglądałoby nudniej i puściej.

Na chodniku znalazła się także klasyczna dla modularów biała latarnia – jest w tej kolekcji od zawsze, nie wiem w sumie czemu, ale, ponownie, dodaje więcej życia do budynku.

Poziom wyżej umieszczono kolejny fajny detal – platformę dla czyściciela okien. Nie jest to zaawansowana konstrukcja, ale umożliwia ciekawe scenki i… chyba zaczynam się powtarzać. Ogólnie, ten zestaw tętni życiem.

Znalazł się tu też plastikowy bilbord reklamujący jedną z wystaw – to mniej więcej ten sam materiał, z którego tworzone są pelerynki i skrzydła smoków z Ninjago, i wydruk na nim jest po prostu przepiękny, dokładny, realistyczny, i ciekawie wyróżniający się kolorystycznie.

W centralnej części kolumny są kontynuowane i kończą się zdobieniami, a na środku znalazło się ogromne okno, przez które widać kawałek wystawy – dojdziemy do tego.

I po lewej stronie to już dosłownie lustrzane odbicie, poza tym, że bilbord jest inny – zamiast o eksploracji kosmosu, mówi o dinozaurach.

Cała fasada zamykana jest przodem dachu – o nim samym powiemy sobie za chwilę, i jak na razie spojrzymy sobie tylko na wszystko od przodu. Widać, że po obu bokach znalazły się podwyższenia ze zdobieniami w formie nanofigurek w środku (wyszło to naprawdę ciekawie), a także na granicy dachu umieszczono pasek białych sztabek – i wygląda on świetnie.

No i w samym centrum znajduje się zwieńczenie dwóch kolumn, spadzisty dach, pod którym zamontowano niby prosty ornament – ale wygląda to obłędnie, i to jeden z moich ulubionych elementów budynku. Dach zamontowano tu jednak niepokojąco prosto, i uwielbia on się rozwalać – a potem zaczyna się sypać cała reszta budowli. A to niefajnie.

Ale fasada kamienicy to nie wszystko, bo jest to konstrukcja zamknięta i kompletna z każdej strony – szkoda tylko, że naprawdę nie ma tam absolutnie nic ciekawego.

Oba boki to po prostu zielone ściany przedzielane paskami, a tył… cóż, to samo, chociaż spróbowano go trochę urozmaicić, jest tu parę okien (bez ozdobnych ram, przez co wyglądają dużo gorzej) czy sięgająca szczytu Muzeum rynna, z której spływa woda. Jestem jednak ciekaw, jak miałaby działać, bo modular ma generalnie płaski dach.

To również jeden z najgłębiej ustawionych budynków modułowych, bo na zaplecze pozostawiono tylko trzy study. Samego zaplecza jednak tu brakuje -na zewnątrz można może i wyjść przez drzwi (w ciekawej ramie, swoją drogą), ale poza koszem na śmieci nic się tu nie znalazło.

Pojemnik ten pozwala jednak odegrać jedną z najciekawszych scenek tego zestawu – psa, który upolował sobie muzealną kość, w koszu dostajemy nawet elementy pozwalające ustawić wszystko na przedzie budowli. Sam zwierzak za to raczej klasyczny odlew buldoga francuskiego, ale psa zawsze trzeba docenić.

No i został nam dach – jedna z najciekawszych części konstrukcji. Buduje się ją zupełnie inaczej, i minifigurka może się tam bezproblemowo dostać przy użyciu drzwi zamontowanych w podłodze.

Całość możemy podzielić na trzy części – bo jest ona, jakżeby nie, całkowicie symetryczna. Na samych jej krańcach umieszczono trochę wyższe, spadziste, mniejsze dachy, przyozdobione figurkami z przodu i bliżej nieokreślonymi elementami na górze.

Bliżej centrum znalazły się ogromne, ciekawie zbudowane, i fantastycznie wyglądające świetliki – naprawdę dodają one Muzeum klimatu, i pomaga tylko fakt, że stanowią one również wysoki sufit – pod nimi na pierwszym piętrze jest dziura w podłodze.

Po prawej stronie, trochę głębiej, znalazł się również prosty teleskop.

W samym środku dachu kamieniczkę zwieńcza wysoka kopuła, czyniąca ten teoretycznie dwupoziomowy modular wysokości trzypiętrowego. Z zewnątrz jest ona zbudowana trochę dziwnie, widać w niej dosyć dziwne przejścia i szpary, ale wynagradza to wnętrze.

Urządzono tu malutkie, ale naprawdę przecudowne biuro kustosza muzeum, ze sporym biurkiem i mnóstwem różnych artefaktów dookoła. Wygląda to naprawdę świetnie.

Mój największy problem z zewnętrzem Muzeum to jego… jednolitość. Mamy tu ciekawą architekturę, mnóstwo scenek, detali, urozmaiceń, ale ostatecznie to tylko płaska ściana. Brakuje jej głębi, dziwnych kształtów, kątów, kolorów i stylów, różnorodności innych modularów, i choć to generalnie niemożliwe przy tak wielkim gmachu, to przez to budynek po prostu nie jest tak ciekawy jak jego sąsiedzi z kolekcji.

No dobra, obeszliśmy już cale zewnętrze (uff, to był bardzo długi fragment), a więc pora na wnętrze. Klasycznie, jak to w modularach, dach i pierwsze piętro można zdjąć, aby umożliwić lepszy dostęp – wciąż jednak jest to przestrzeń zamknięta z czterech stron, i fotografowanie tego wszystkiego było trudne.

Wchodząc do Muzeum, minifigurka od razu trafia do kasy, i jednocześnie sklepiku z pamiątkami. Umieszczono tu wielkie, dobrze wyposażone biurko, a także pełną książek półkę z tyłu. Podobają mi się tu też bardzo wzory na podłodze.

Ścianę za kasą można jednak wyjąć, aby umożliwić lepszy wgląd do dwóch malutkich pomieszczeń z tyłu. Po lewej stronie znalazła się niewielka toaleta – nie ma w niej nawet zlewu, ale zawsze należy się pochwała za jej zawarcie w zestawie, tym bardziej w tak ładnym wykonaniu.

Większe pomieszczenie okupuje za to zbyt małe, aby rzeczywiście funkcjonować laboratorium – wciśnięto tu dosłownie tylko biurko i mikroskop, brakuje jakiegokolwiek regału, nawet krzesła. Miejsca jednak na to nie ma, bo dużą część ścian zajmują dwa wyjścia – jedno do środka, a drugie na zaplecze muzeum.

Wracając do części otwartej dla zwiedzających – na parterze znalazła się wystawa na temat historii naturalnej. Nie ma określonego miejsca, w którym się ona zaczyna, ale starsze eksponaty są chyba w lewym skrzydle budynku.

Umieszczono tutaj wszelkiego rodzaju informacje o funkcjonowaniu Ziemi, na ścianie jest spory przekrój planety, a pod nim model wulkanu. Przy oknie ustawiono także różnego rodzaju minerały, dwa z których są naprawdę ciekawymi elementami. W środku pomieszczenia za to stoją na wystawie różne naczynia garncarskie – według instrukcji wykonane artystkę z Paryskiej Restauracji. Uwielbiam tego typu lore.

Ma tu też miejsce kolejna scenka – jedno z naczyń zostało zbite, i jego odłamki leżą na ziemi. Kolejny fajny detal.

W tej części znalazły się też schody na pierwsze piętro – wykonano je w naprawdę dziwny sposób, co jest już tradycją w modularach, ale ostatecznie prezentują się świetnie. Pod nimi znalazła się prosta ławka z pączkiem (według instrukcji zostawił go ktoś z Posterunku Policji), a także wejście do toalety.

Ale prawda jest taka, że to po drugiej stronie zaczynają dziać się ciekawe rzeczy. To tu przedstawiona jest prehistoryczna fauna – z wielkim szkieletem brachiozaura w samym środku.

Ten dinozaur jest już swego rodzaju symbolem tego zestawu, i jednym z jego najciekawszych elementów – wygląda naprawdę dobrze, zbudowano go ciekawie, i może jedynie jego głowa wydaje się trochę zbyt kanciasta.

Jego podstawka została zaprojektowana tak, że można go bezproblemowo wyjąć z wnętrza, aby zrobić więcej miejsca. Jest to też eksponat wysoki na dwa poziomy – ale o tym za chwilę.

Pozostałe eksponaty w tej sekcji robią trochę mniejsze wrażenie, ale wciąż wyglądają dobrze. Pod tylną ścianą ustawiono szczękę tygrysa szablozębnego i skamielinę tego słynnego ślimaka, którego nazwy nie pamiętam.

Obok znalazły się drzwi do laboratorium – oznaczone czerwoną tabliczką – a także, kawałek dalej, odchody dinozaura, co również zostało potwierdzone przez instrukcję – każdy eksponat dostał jakiś komentarz. Pod oknem odwiedzający mogą również obejrzeć jakieś starożytne jajka w gniazdach.

Pora więc zajrzeć na drugie piętro, gdzie można zwiedzić wystawę o eksploracji kosmosu, co było trochę zapowiedzią powrotu LEGO Space… I pierwszą rzeczą, którą się zauważy, to dużo nudniejsza podłoga – jak to niestety jest w każdym modularze, piętru oszczędzono już ciekawych wzorków.

A więc zaczynając ponownie od lewej strony, to tu kończą się schody z parteru i zaczynają kolejne, na dach – ale odgrodzono je barierką. Widać tu też duży element architektoniczny tego piętra, czyli balkony – w samym centrum tej połowy znalazła się duża dziura w podłodze odgrodzona ładną balustradą, i nie tylko wygląda to czadowo, nie tylko dodaje całości głębi, ale również naświetla parter, komponuje się świetne ze świetlikami w dachu, i ratuje sytuację z brachiozaurem – ale o tym za moment.

Znalazło się tu parę ciekawych eksponatów – na ścianie zawieszono teleskop, a przed nim ustawiono jakąś kosmiczną skałę. Obok stoi także czadowa makieta bazy kosmicznej i promu, nawiązująca oczywiście do Classic Space.

W samym środku piętra, tuż przy wielkim oknie, widać piękny model Układu Słonecznego – może kolory planet nie są perfekcyjne, ale wygląda to naprawdę imponująco.

Naprzeciwko na ścianie umieszczono mapę świata z jakimś statkiem przelatującym – nie wiem, co to ma symbolizować, większość eksponatów z tego piętra jest pozbawiona komentarzy w instrukcji. Tuż obok stoi mały model rakiety – również żadnej specyficznej.

W prawym skrzydle znalazł się kolejny balkon, przez który dinozaur może zajrzeć na górę – i wygląda to naprawdę dobrze, chociaż jego szyja mogłaby być trochę dłuższa, bo obecnie brachiozaur kończy się w połowie piętra.

Za dinozaurem na ścianie przyczepiona jest kotwica – dlaczego, nie wiem, ale prezentuje się nieźle.

Ostatnim eksponatem są trzy osobne modele i nakrycia głowy piratów, rozbójników i rycerzy, które mają niewiele wspólnego z przyszłością, ale są cudownym nawiązaniem do starych serii LEGO, i w tych malutkich konstrukcjach można nawet rozpoznać konkretne zestawy sprzed lat.

Jeśli jeszcze się nie zorientowaliście, uwielbiam wnętrze muzeum, uwielbiam te wszystkie małe, skomplikowane eksponaty, a także nawiązania, detale, i po prostu widać, że ktoś się tu postarał.

Mimo wszystko, wystawa na pierwszym piętrze jest trochę niespójna w prawym skrzydle, i słyszałem też sporo krytyki, że wnętrze jest miejscami trochę puste. I coś w tym jest, może w większości przypadków nic więcej by się tu wepchnąć nie udało, ale po małym przeplanowaniu rozstawienia eksponatów można by zrobić jeszcze lepszą wystawę.

Zbliżamy się do końca tej recenzji, bo zostały już tylko minifigurki – które trudno nazwać wyjątkowymi, ale zdecydowanie nie są one pierwsze lepsze. Do Muzeum dołączone jest siedem postaci, czyli dwójka pracowników muzeum, trójka odwiedzających, czyściciel okien i kustosz, i choć jest to typowa populacja miasta, to muzealna obsługa dostała ekskluzywne torsy, jedna z turystek ma protezę nogi, która, choć tu nie debiutuje, jest miłym dodatkiem, i wszyscy tu wydają się mieć jakiś charakter, cechę charakterystyczną, co jeszcze wzmagają podwójne główki u wszystkich minifigurek, u których to możliwe. Co więcej, kustosz muzeum (z ekskluzywnym torsem i główką) to nowa wersja Doktora Kilroya ze starej serii LEGO Adventurers, co jest wspaniałym detalem dla starszych fanów.

Muzeum Historii Naturalnej – czy to najlepszy modular? Nie. Czy to najbardziej zaawansowany technicznie modular? Nie. Czy to najciekawszy modular? Nie. Czy to najbardziej szczegółowy modular? Również nie. Czy to oznacza, że to zły modular? Znacie już odpowiedź. Nie.

Muzeum, choć nie jest to budynek perfekcyjny czy rewolucyjny, jest wyjątkowe nie tylko swoim rozmiarem, ale i tematyką. Na wszystkie wady tego modelu – trochę miejscami pustawe wnętrza, prosty kształt, brak różnorodności – projektanci się pisali, wybierając jego tematykę. Prawda jest jednak taka, że to naprawdę czadowy zestaw, przyjemny w budowie, imponujący po zbudowaniu, i pełen nawiązań, szczegółów i smaczków, które wywołają uśmiech na twarzy niejednego fana. Tak więc, co tu mówić – polecam, i to bardzo.