Ten zestaw jest zaskakująco tani. A jest naprawdę bardzo, bardzo dobry.
Nissan Skyline GT-R z Szybkich i Wściekłych to naprawdę wyjątkowa propozycja ze Speed Champions. Przede wszystkim, jest oparta na licencji, a to wciąż coś nietypowego, ale zbudowany i zaprojektowany jest również tak, że przywodzi na myśl stare zestawy z tej serii i wszystkie ich mocne strony.
Nissan Skyline GT-R (R34) z filmu „Za szybcy, za wściekli”
Numer katalogowy: 76917
Cena katalogowa: 109,99 złotych
Tematyka: Speed Champions
Data premiery: Styczeń 2023
Liczba elementów: 319
Grupa wiekowa: 9+
Podseria: Licencje, Nissan

W pudełku bez zaskoczeń

Unboxing przebiegł bez niespodzianek – w kartonie znalazły się zaledwie dwa, ale treściwe plastikowe woreczki i instrukcja.
Szybcy, wściekli i naklejki

Na początek chyba przydałoby się napomknąć trochę o samym procesie budowy – chciałbym zacząć mówić o nim w recenzjach trochę więcej. Nissana budowało się naprawdę bardzo przyjemnie, nie stanowił on wyzwania, ale jednocześnie w żadnym stopniu nie był prosty technicznie. Mimo, że przez swoją kwadratowość to jeden z mniej zaawansowanych Speed Championsów, Skyline wciąż oferuje mnóstwo ciekawych technik, szczególnie w kwestii budowania w różnych dziwnych odstępach między studami. Ja ze składaniem się nie śpieszyłem, zbudowałem całość podczas nawet tematycznego Grand Prix Abu Dhabi Formuły 1, i był to bardzo przyjemny proces. No, byłby, gdyby nie naklejki.

Na początku myślałem, że nie będzie ich wiele, samochód nie ma w końcu jakiegoś odjechanego malowania, i w sumie się nie myliłem – tyle że te nalepki, które były, niemalże mnie zabiły. Niektóre z nich były wąskie, inne małe, trójkątne lub narożne, a najgorsze były cztery naklejki zdobiące przód maszyny, których nawet seperatorem nie udało mi się prosto nałożyć, i tym sposobem front Nissana już zawsze będzie krzywy. Takie rzeczy powinni nadrukowywać.
Klockowy wybór

Przechodząc jednak do finalnego modelu, projektanci stanęli tu przed dużym wyzwaniem. Oryginalny Nissan Skyline R34 jest bardzo zaokrąglonym, opływowym samochodem, co było typowe dla japońskich aut sportowych z tamtych czasów. Zamiast więc próbować odwzorować go perfekcyjnie, co doprowadziłoby do jakiegoś dziwnego potworka, zespół projektowy poszedł w może prostszym kierunku, i stworzył model nie kryjący swojej klockowości.

Samochód jest dosyć kwadratowy, widać na nim study, ale też lampy i cały kształt maszyny są zrobione z klocków, i naklejki służą tu tylko za malowanie. I najlepsze jest to, że w tej konstrukcji widać tego Skyline’a, osiągnięto tu to, co nie udało się w tych starych, sześciostudowych modelach – realizm bez naklejek.
Mnóstwo detali

Powiedziałbym, że przód jest najgorszą stroną tego modelu – może trochę przez lampy, ale najbardziej raczej przez krzywe naklejki imitujące chłodnicę. Skyline wciąż wygląda dobrze z tego punktu widzenia, fascynuje mnie sposób, w który zbudowano jego front, a pasy na masce przełamują jego szarość.

Patrząc od boku w oczy rzuca się linia samochodu, a także naklejki odwzorowujące to niebieskie malowanie – gdy się je perfekcyjnie spasuje, mogą wyglądać fantastycznie, ale tak w moim przypadku się nie stało.

Na uwagę zasługują jednak chromowane felgi i neony zamontowane w podłodze samochodu.

Tył to zdecydowanie mój ulubiony punkt patrzenia na Nissana. Dominuje tu ogromny spoiler, pasujący jednak perfekcyjnie, i zakrywający trochę tylną szybę z widoczną za nią klatką bezpieczeństwa.

Technicznie największe wrażenie robią jednak perfekcyjnie odwzorowane tylne lampy, przyozdobione paroma nawet niezłymi naklejkami i chromowaną rurą wydechową.

Wnętrze Skyline’a było miłą niespodzianką, bo napakowano je detalami. Fotel kierowcy (nadrukowany, na szczęście) znalazł się po prawej stronie, jak w filmie, a miejsce obok zostało zajęte przez trzy wielkie butle z gazem.

Pośrodku znalazło się miejsce na podłokietnik, skrzynię biegów i klatkę bezpieczeństwa, ale najciekawsze detale stanowią kosmicznie trudne do naklejenia naklejki – dzięki nim wnętrze ma w sobie te wszystkie ekrany i wskaźniki, które domontowano w filmowym aucie, i rzeczywiście dodają życia do wnętrza.
Warta uwagi minifigurka


Nie sądziłem, że kiedykolwiek powiem to o Speed Champions, ale tak, figurka tu zawarta może przyciągnąć uwagę. Jako że jest to zestaw z filmu, nie mogło tu zabraknąć Briana O’Connera, który jeździł tym autem, chociaż osobiście wielkim fanem tej minifigurki nie jestem – odwzorowuje bohatera nieźle, ale jego biała bluzka jest raczej nudna, włosy i nogi standardowe, a twarz ma bardzo dziwny grymas, który wydaje się źle zadrukowany.
Świetna oferta

Poeksperymentowałem trochę ze zdjęciami i formatem tej recenzji, ale chyba wyszło to na dobre, i akcentuje to nieźle jakość tej budowli – a jest ona bardzo wysoka. To może nie perfekcyjna replika, ale przyjemny do składania, ciekawy konstrukcyjnie i wizualnie, skażony bezwzględnymi naklejkami model, którego cena w internecie jest zaskakująco niska. To już ostatni dzwonek, aby go dorwać przed świętami – i myślę, że może stanowić świetny prezent.